Brzmi
jak tytuł
kryminału?
Cóż...
bardziej chyba wyszła komedia niż kryminał.
Na face-kło-booku
(link do profilu) ruch, a biedny blog leży
odłogiem,
zaniedbywany przez cały
tydzień.
Wynika to chyba z faktu, że
ostatnimi czasy średnio
nadążam
za własnym
życiem
i biegiem spraw – po prostu zbyt wiele dzieje się
na raz.
Niemniej
zanim przejdziemy do spraw bieżących,
wypadałoby
zająć
się
tymi nieco już
(niestety) zaległymi
a mianowicie resztą
relacji z 9 Warszawskich Targów Książki.
Dziś
zajmiemy się
kwestią
spotkań
autorskich, które to jak zaznaczyłam
już wcześniej,
były
jedną z moich głównych
aktywności
targowych (oprócz paneli*).
Oczywiście
większość
czasu spędziłam
w Strefie Fantastki, bo jakżeby
inaczej, ale gdzieś
po drodze zaniosło
mnie też
na dział
kryminalny. I właśnie
z tym ostatnim związana
jest główna
historia tego wątku,
tak zwane "coolstory".
Otóż w Strefie Kryminału
zagościłam ze względu
na moją
(jak już
wiecie ulubioną,
bo jedyną)
siostrę,
która to gustuje, również
w tego typu literaturze. W sumie za jej namową
zdarzyło
się
i mi kilka książek
tego gatunku przeczytać
– nie uważam
tego czasu za stracony, dobrze się
bawiłam,
ale jednak moją największą miłością jest i pozostanie fantastyka.
Wracając...
zażyczyła
ona sobie najnowszego (ostatniego już
tomu) serii z Wiktorem Forstem (Ekspozycja, Przewieszenie, Trawers,
Deniwelacja) pod tytułem Zerwa. Z autografem. Jako prezent. No to wyboru nie
było.
W sumie sama też ten cykl czytałam
i nawet mi się
po tym "Tater" zachciało
na wakacje.
A że
autor książek
to nie gwiazda serialu i jego twarz widuje się rzadko
albo wcale, to stwierdziłam,
że
najpierw wypadałoby
pójść
na spotkanie autorskie, żeby
wiedzieć
chociaż
z grubsza jak człowiek
wygląda.
Trochę
wstyd byłoby
stanąć
w kolejce aby się potem miało
okazać,
że
to nie do tego pisarza. Tak więc
poszłam. Z braku innych bardziej dogodnych wolnych miejsc, byłam zmuszona siąść
w pierwszym rzędzie,
tuż
przed sceną
(nie cierpię siedzieć z
przodu, jeszcze od czasów
szkolnych mi tak zostało).
W każdym
razie dowiedziałam
się,
że
Pan Mróz na żywo
wypada nader korzystnie, zarówno jeśli
chodzi o aparycję
jak i elokwencję
(w końcu
poczytny autor) a i inteligentnym żartem
rzucić
potrafi. Oczywiście, jak
to ja, przy okazji zbierania pytań
"od publiczności"
też
ze dwa zadałam
– no przecież
nie byłabym
sobą,
gdybym się
nie odezwała
jeśli
o książkach
rozmawiają.
![]() |
Teraz to nie zgadnie kto i czego się czepnie (RODO) więc na wszelki wypadek w podręcznym programie graficznym "założyłam" Panu Remigiuszowi okularki. Może wystarczy ;) |
Po
spotkaniu przyszedł
czas na autografy i Bogom Druku dziękować,
czas na nie przeznaczony był
dość
długi,
bo kolejka momentalnie urosła do gigantycznych rozmiarów. Nawet żwawym
krokiem docierając
ze spotkania na miejsce docelowe, znalazłam
się w środku
wielkiego ogonka.
Po 10 minutach stania stwierdziłam,
że
przyjdę
za godzinę
jak się
trochę
przeluźni.
Po godzinie stwierdziłam,
że
przyjdę
jeszcze za godzinę.
Po godzinie następnej stwierdziłam,
że
przyjdę
za pół
(bo za godzinę mieli
zamykać
targi).
Po rzeczonej półgodzinie
kolejka wyglądała,
może
nie przyzwoicie, ale na tyle przystępnie
(no góra 70 osób), że
już
w niej pozostałam.
Odstawszy swoje, z widmem zatrważająco
szybko kończącego
się
czasu, wreszcie dotarłam
do stolika przy którym Pan Remigiusz dzielnie od prawie trzech godzin
nadwyrężał
dla swych fanów kości
śródręcza
i nadgarstka oraz wykonywał
serie przysiadów: podpis – powstań
– zdjęcie
– padnij – podpis...
I tu
zostałam
przywitana szarmanckim "Dziękuję
Pani za ciekawe pytania" a to oznaczało,
że
zostałam
zapamiętana!
(choć
ciężko
stwierdzić
czy większe
znaczenie miała
w tym przypadku moja elokwencja czy wścibstwo). Trzeba tu jeszcze zaznaczyć,
iż
ilość
ludzi, którzy przewinęli
się
przed jego oczami szła
w setki, o ile nie w tysiące,
a ja byłam
jedną
z ostatnich osób, które na stoisku wydawnictwa poprosiły
tego dnia o autograf.
Musze wam powiedzieć – coś niesamowicie miłego dla osoby, która ma bzika na punkcie książek jako takich. Generalnie zamieniliśmy kilka zdań i poprosiłam o dedykację z imieniem siostry (wszak to dla niej miał być prezent). Nie robiłam już zmęczonemu człowiekowi kolejnej serii ćwiczeń padnij – powstań, bo nie cierpię tego jak wychodzę na zdjęciach więc "selfika z Mrozem" nie było (nie wiem czy Pan Remigiusz był z tego faktu zadowolony, ale wydawał się lekko zdziwiony).
Musze wam powiedzieć – coś niesamowicie miłego dla osoby, która ma bzika na punkcie książek jako takich. Generalnie zamieniliśmy kilka zdań i poprosiłam o dedykację z imieniem siostry (wszak to dla niej miał być prezent). Nie robiłam już zmęczonemu człowiekowi kolejnej serii ćwiczeń padnij – powstań, bo nie cierpię tego jak wychodzę na zdjęciach więc "selfika z Mrozem" nie było (nie wiem czy Pan Remigiusz był z tego faktu zadowolony, ale wydawał się lekko zdziwiony).
Jednak cała
pointa
i sedno tej historii nastąpiły,
gdy odchodząc
kawałek,
zerknęłam
na stronę
z autografem i okazało
się,
że
zamiast samego "Dla [imię
siostry]. Podpis" znajduje się
tam, ni mniej ni więcej, tylko
taka dedykacja:
"Dla [imię
siostry] z podziękowaniami za ciekawe pytania.
Podpis"
No i klops.
Z jednaj
strony przesympatycznie mieć
taką spersonalizowaną
dedykację
od autora książki...
Z drugiej, idea prezentu trochę
się
rypła
a nie było
już
za bardzo możliwości
biec po drugą
książkę
i jeszcze raz napraszać
się
o autograf (nawet ten zdobyłam
już po czasie na nie przeznaczonym).
Na
szczęście
siostrę
mam wyrozumiałą.
Po usłyszeniu
historii setnie się
ubawiła
i nie miała
mi za złe,
że
posiada taką,
w tych okolicznościach
dość
oryginalną,
dedykację. Choć
trzeba przyznać,
że
najlepszy był
komentarz
jej nastoletniej córki (a mojej siostrzenicy): "Ciocia, głupiaś!
Trzeba go było
brać
na biodro** jak miałaś
okazję".
W sumie prawnik, wyględny,
elokwentny, z poczuciem humoru i sławny...
No faktycznie, głupia
ja ;)
..........................................................................................
*
Dyskusyjnych a nie podłogowych, żeby była jasność
** W
rozumieniu współczesnej
młodzieży
oznacza to zainicjowanie flirtu, podryw. Swoją drogą, ciekawe ile takiego "brania na biodro" musi biedny facet znosić przy okazji takich spotkań z fanami?
..........................................................................................